Po wysłuchaniu Podkastu Powszechnego z Andą Rottenberg tylko jedno pytanie:
Czy strata w dziedzinie zawodowej jest największa?
Cała rozmowa daje do myślenia. Polecam.
https://www.tygodnikpowszechny.pl/anda-rottenberg-punkt-zwrotny-164892
Po wysłuchaniu Podkastu Powszechnego z Andą Rottenberg tylko jedno pytanie:
Czy strata w dziedzinie zawodowej jest największa?
Cała rozmowa daje do myślenia. Polecam.
https://www.tygodnikpowszechny.pl/anda-rottenberg-punkt-zwrotny-164892
Dziś zmarł Michael Lonsdale, aktor, z pochodzenia Brytyjczyk, mieszkający jednak i występujący głównie we Francji. Jeden z bardziej charakterystycznych jak dla mnie aktorów, z szeroką kształtną twarzą okoloną brodą. Nigdy nie zapomnę jego głębokiego, nie dającego się podrobić głosu.
Mnie zazwyczaj kojarzył się z ciemnymi typami. Oczywiście z powodu roli Hugo Draxa w "Moonrakerze" z 1979 roku, demonicznego przeciwnika Jamesa Bonda. Jednak pierwsze świadome zetknięcie z nim miałem w jednej z moich ulubionych komedii - "Hibernatus" z Louisem de Funes. Lonsdale grał tam oschłego i poważnego profesora Lauriebata, który starał się za wszelką cenę zapobiec przejęciu przez rodzinę tytułowego odmrożeńca, znalezionego w lodowcu.
Zaledwie dwa tygodnie temu obejrzałem w telewizji "Dzień Szakala". I tu znów Lonsdale mnie nie zawiódł. Wcielił się w rolę policjanta Lebela, który stara się wyśledzić Szakala, szykującego zamach na prezydenta Francji. Ta rola nie mogła być lepiej dobrana. Lebel jest spokojny, metodyczny, konsekwentny i nie widać w nim cienia agresji.
A dziś, wpisując sobie nazwisko Lonsdale'a w YouTube odkryłem, iż czytał także Pismo Święte w nagraniach. Choćby Pieśń nad Pieśniami (poniżej: Pieśń Piąta)
Żegnaj.
Przeczytajcie sobie wiersz "Ipecacuara" Brunona Jasieńskiego z tomu "But w Butonierce". Łatwo znaleźć.
Genialny.
Fragmenty "Nie-boskiej..." z 1982 r. w reż. teatralnej Zygmunta Hübnera oraz telewizyjnej Barbary Borys-Damięckiej widziałem już w liceum, na lekcji języka polskiego. Pamiętam, że nie rozumiałem tego dramatu. Niemniej wczorajszy seans pozwolił to zweryfikować. Na początku budził grozę zarówno swoją historią, jak i scenografią i muzyką. Potem jednak wciągnąłem się w rozmowę Pankracego z Henrykiem i finałowe sceny w okopach Świętej Trójcy. Spektakl coś we mnie pozostawił. Wciąż mam w pamięci postawę Henryka, do końca wiernemu swoim ideałom. Może warto znów przeczytać, podobnie jak niedawno "Balladynę", która mnie zachwyciła?
Zaś "Paterson" to piękno poezji i spokoju.
Oba powyższe dzieła polecam wszystkim.
***
Dziś w Gdyni słonecznie, dużo ludzi i kawa.
Pójdziemy?
(Znów Berlin, choć miał być Gdańsk, może jeszcze zmienię, sierpień 2019)
A. Żuławski, Lity bór, Warszawa 1991
Opisywana książka, to nie autobiografia, ale powieść należąca do tzw. trylogii szaleństwa, wraz z "Był sad" i "W oczach tygrysa". Możemy się tego dowiedzieć z rzetelnej biografii Andrzeja Żuławskiego napisanej przez Aleksandrę Szarłat. Znany reżyser zarzekał się, że opisane w "Litym borze" osoby są postaciami literackimi. Również z porównania tych dwóch książek można stwierdzić znaczne różnice, między treścią a życiorysem, a także historią.
Powieść ta jest bowiem subiektywnym obrazem wydarzeń roku 1968 w Warszawie, szczególnie antysemickiej propagandy i nagonki. Na pierwszy plan przebija się tutaj jednak "Księstwo Warszawskie", czyli śmietanka życia kulturalnego. Dlatego można tu spotkać postacie historyczne, w tym zawsze wymieniane z imienia i nazwiska, jak Andrzej Wajda, czy Adolf Rudnicki. Pierwszoosobowy, bezimienny bohater odnosi się bardzo krytycznie do ówczesnej rzeczywistości, pełnej oszustwa, zła i kolaboracji, pod którą rozumie politykę ówczesnych rządzących. Porównuje ją do tytułowego "Litego boru", a nawet, jak się wydaje i do fekaliów wydobywających się z ciągle popsutej kanalizacji. Uwolnienie się z tej rzeczywistości widzi w szaleńczym kroku... Wybiera jednak i inną drogę, którą nazwie na końcu "furtką w sadzie".
Powieść napisana jest bardzo gęstym językiem i długimi zdaniami. Można powiedzieć, że zastosowano tutaj strumień świadomości. Narracja zawiera bardzo dokładne, obrazowe opisy Warszawy oraz wiele odwołań do dzieł kultury (dlatego można się zgodzić, że książki Żuławskiego to powieści-eseje).
Książka zawiera bardzo dużo obscenicznych i brutalnych scen, przed którymi naprawdę ostrzegam.
Bibliografia:
A. Szarłat, Żuławski. Szaman, Warszawa 2019