Wczoraj na TVP Kultura obejrzałem najpierw "Nie-boską Komedię" w inscenizacji Teatru TV, a potem, po raz wtóry, film "Paterson" w reż. Jima Jarmusha.
Fragmenty "Nie-boskiej..." z 1982 r. w reż. teatralnej Zygmunta Hübnera oraz telewizyjnej Barbary Borys-Damięckiej widziałem już w liceum, na lekcji języka polskiego. Pamiętam, że nie rozumiałem tego dramatu. Niemniej wczorajszy seans pozwolił to zweryfikować. Na początku budził grozę zarówno swoją historią, jak i scenografią i muzyką. Potem jednak wciągnąłem się w rozmowę Pankracego z Henrykiem i finałowe sceny w okopach Świętej Trójcy. Spektakl coś we mnie pozostawił. Wciąż mam w pamięci postawę Henryka, do końca wiernemu swoim ideałom. Może warto znów przeczytać, podobnie jak niedawno "Balladynę", która mnie zachwyciła?
Zaś "Paterson" to piękno poezji i spokoju.
Oba powyższe dzieła polecam wszystkim.
***
Dziś w Gdyni słonecznie, dużo ludzi i kawa.
Pójdziemy?
(Znów Berlin, choć miał być Gdańsk, może jeszcze zmienię, sierpień 2019)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz