Dziś zmarł Michael Lonsdale, aktor, z pochodzenia Brytyjczyk, mieszkający jednak i występujący głównie we Francji. Jeden z bardziej charakterystycznych jak dla mnie aktorów, z szeroką kształtną twarzą okoloną brodą. Nigdy nie zapomnę jego głębokiego, nie dającego się podrobić głosu.
Mnie zazwyczaj kojarzył się z ciemnymi typami. Oczywiście z powodu roli Hugo Draxa w "Moonrakerze" z 1979 roku, demonicznego przeciwnika Jamesa Bonda. Jednak pierwsze świadome zetknięcie z nim miałem w jednej z moich ulubionych komedii - "Hibernatus" z Louisem de Funes. Lonsdale grał tam oschłego i poważnego profesora Lauriebata, który starał się za wszelką cenę zapobiec przejęciu przez rodzinę tytułowego odmrożeńca, znalezionego w lodowcu.
Zaledwie dwa tygodnie temu obejrzałem w telewizji "Dzień Szakala". I tu znów Lonsdale mnie nie zawiódł. Wcielił się w rolę policjanta Lebela, który stara się wyśledzić Szakala, szykującego zamach na prezydenta Francji. Ta rola nie mogła być lepiej dobrana. Lebel jest spokojny, metodyczny, konsekwentny i nie widać w nim cienia agresji.
A dziś, wpisując sobie nazwisko Lonsdale'a w YouTube odkryłem, iż czytał także Pismo Święte w nagraniach. Choćby Pieśń nad Pieśniami (poniżej: Pieśń Piąta)
Żegnaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz