Pamiętam, jak w 2002 roku ten film wchodził do kin. Pamiętam stojące przy drodze do Gdyni billboardy z plakatem filmu, przedstawiającym Cezarego Pazurę z cygarem.
Jest to więc dla mnie wciąż film nowy, pomimo swojej pełnoletności. Tym bardziej, że się nie postarzał.
Oczywiście, nic nie prześcignie genialnego serialu w reż. Jana Łomnickiego z 1980 roku, z niezapomnianym Romanem Wilhelmim, zrealizowanym na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi - Mostowicza. Niemniej, omawiana tutaj wersja tej historii też jest dobra.
Autorzy filmu akcję historii o Nikodemie Dyzmie postanowili przenieść do początku XXI wieku. Do lat, gdy Polska już była nowoczesna, ale już pukała do UE, co zresztą widać w filmie. I też dlatego scenografia wydaje się współczesna.
Film jest świetny ze względu na kreacje aktorskie. Cezary Pazura trzyma swój komediowy poziom, choć jego rola - Nikosia Dyzmy, nie opiera się na charakterystycznej dla komedii mimice i ruchach. Nikoś jest tu wystraszony, strapiony, czasem śmiertelnie poważny (szczególnie, że wykonuje zawód grabarza). Oprócz tego plejada aktorów: Krzysztof Globisz, Krzysztof Pieczyński, Mikołaj Grabowski, Olgierd Lutkiewicz, a z Pań Ewa Kasprzyk, Danuta Rinn i niezapomniana Anna Przybylska.
Jakość filmu o dwie poprzeczki przynosi jednak rola Kilińskiego - producenta zagęszczaczy spożywczych, granego przez Andrzeja Grabowskiego. Bez genialnych, choć często wulgarnych bon-motów tej postaci, ten film nie byłby taki sam.
Następną rzeczą jest humor sytuacyjny, dobrze wyważony i rozłożony. Ot, jako przykład jedna z pierwszych scen. Po ochrzanieniu na rządowym bankiecie premiera Terkowskiego (Lew Rywin, niedługo przed aferą), Nikoś w oczach dygnitarzy staje się najpierw doktorem, potem doktorem ekonomii... i to wciągu kilkunastu sekund.
Polecam film, dla śmiechu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz