W tym tygodniu odszedł od nas Henryk Boukołowski, aktor i reżyser. Nieczęsto pojawiał się na ekranie. Ale te jego rolę filmowe które widziałem, zapadły mi w pamiec.
Przede wszystkim "Nikt nie woła" Kazimierza Kutza, wg powieści Józefa Bema. Gdy pierwszy raz go oglądałem, byłem zauroczony. Ten film można oglądać jak obrazek, dzięki wspaniałym ujeciom. Boukołowski grał byłego żołnierza konspiracji, który przed czymś ucieka, jest jakby odwrotnością Macka Chełmickiego z "Popiołu i Diamentu". Boukołowski gra wspaniałe, znerwicowanegi, pełnego strachu młodzieńca, co podkreśla wspaniale swoim delikatnym głosem. Ten ostatni kontrastował z poważnym tonem jego partnerki Zofii Marcinkowskiej, który nadawał jej aurę dojrzałości. O tej przedwcześnie zmarłej aktorce też należy pamiętać.
Drugi film to "Rzeczywistość" z 1960 roku. Nieco propagandowy film o procesie komunistów w przedwojennej Polsce. Boukołowski grał tu młodego dziennikarza, meczonego przez policję polityczna. Mimo określonego poddekstu, los tego bohatera porusza.
Czesc jego pamięci!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz