Slavoj Žižek, Kruchy Absolut, tł. Maciej Kropiwnicki, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009, 177 s.
I. Slavoj Žižek w swojej książce "Kruchy Absolut" nie opisuje, jak to chce okładkowy opis, wywodzenia marksizmu z chrześcijaństwa. Jakkolwiek o jednym i drugim jest w tej książce dużo. Po krytyce obecnej "tolerancji", polegającej tak naprawdę na uznawaniu ludzi poszkodowanych za gorszych od siebie (na przykładzie stosunku Zachodniej Europy do mieszkańców ogarniętej wojną Jugosławii) a później wskazaniu błędu Marksa, polegającego na widzeniu świat porewolucyjnego wciąż w kategoriach przedrewolucyjnych, to wychodząc od tego "idealnego świata" później skupia się na dążeniu do ideału i czym ten ideał jest.
Tak więc to ideał jest tematem tej książki. Najpierw Žižek pokazuje, że kultura, sztuka, wciąż dąży do ujęcia "rzeczy", to jest rzeczy idealnej. Jednakże współczesna sztuka niejako obrzydza. Jakkolwiek nie dzieje się to po to, by zakryć, zniekształcić, czy zmienić tą "rzecz", ale po to, by, mówiąc językiem Norwida, ją "uwydatnić". Artyści zwątpili bowiem w to, że można tą rzecz ująć, zaczęli też zauważać, iż wymyka ona się im z rąk. Dlatego w tęsknocie do tego ideału, "rzeczy", tworzą rzeczy brzydkie. Poprzez brzydotę chcą podkreślić istnienie ideału.
Oczywiście pełno jest tutaj psychoanalizy, Freudowskiej, ale przede wszystkim Lacanowskiej. Metodę tą autor stosuje także co do źródeł i charakteru chrześcijaństwa. Pokazuje mianowicie, że chrześcijaństwo stanowi zerwanie z poprzednimi regułami, przede wszystkim judaizmu, opierających się na poczuciu winy, "kompleksie Edypa" (ten charakter judaizmu wydaje mi się jednak mało uzasadniony). Niemniej chrześcijaństwo oznacza oczyszczenie tego poczucia winy, wejście na nową drogę, zaczęcie wszystkiego od nowa.
Znów psychoanaliza, i być może faktyczni widoczne porównania z marksizmem.
Jednak tym, co najbardziej mnie urzekło w książce są słowa Žižka, mówiące o tym, że człowiek wciąż doznaje krótkich chwil uniesień, wzniosłości, biorącej się np. z czystej miłości do drugiego człowieka. Wg słoweńskiego filozofa to właśnie wtedy człowiek dotyka owego Ideału - Absolutu. Jako że jest to krótkotrwałe, ów Absolut jest kruchy. Jednak istnieje.
II. Czy nawet nie zgadzając się ze znanymi poglądami Žižka (samego określającego się jako komunista), nie można przytaknąć na powyższe słowa? Czy człowiek nie poszukuje wciąż ideału, nie wierzy w ideał, który jest czymś ponad wszystkie brudy tego świata? Uderzając nieraz ślepo ścianą o mur? Ale nieraz trafiając w otwarte okno?
I przypomina mi się jeszcze jedna książka. Wiktor Pielewin w swojej powieści "Generation P" opisuje życie poety, który wobec bezrobocia po upadku ZSRR zostaje copywrighterem. Po wielu przygodach jednak zostaje pokonany przez ukazaną tutaj demonicznie mamonę. Jednakże, pomimo porażki, wciąż krąży po cichu i poszukuje owego "kolorowego ptaka", czyli ideału.
Dlatego też, jak wskazał Czesław Miłosz w "Zniewolonym umyśle", wielu intelektualizmów, po zawodzie religią, zwróciło swe oczy ku marksizmowi i komunizmowi. Przyniosło to zbrodnicze konsekwencje. I zatracenie, owo zniewolenie umysłu, dla tych poszukujących.
Ocenę marksizmu pozostawię filozofom. Może jednak warto oderwać się od konfliktów społecznych, oderwać się od materializmu (który jest, pamiętajmy, podstawą marksizmu) i uwierzyć w istnienie ideału. Czyż religia, chrześcijaństwo, nie jest jego największym skarbnicą? Może warto uwierzyć w słowa Pascala, wg których co ci szkodzi uwierzyć?